sobota, 21 listopada 2020

Trabant 601 S Universal 1:43 Minichamps

Trabant 601 dla jednych był spełnieniem marzeń o własnym samochodzie. Dla  innych tematem do żartów i kpin. W NRD powód do narodowej dumy, w RFN dowód technicznego i technologicznego zacofania sąsiadów zza miedzy. Mimo różnych opinii Trabant stał się symbolem połączenia Niemiec, upadku Muru Berlińskiego i odzyskanej wolności. 



Jego początków należy szukać w 1904 roku, gdy August Horch rozpoczął produkcję samochodów w Zwickau. Wytwarzano tam auta DKW i Audi. Po zakończeniu II Wojny Światowej miasto znalazło się w rosyjskiej strefie okupacyjnej. Zgodnie z socjalistyczną ideą zakłady zostały znacjonalizowane i przemianowane odpowiednio na VEB Sachsenring Zwickau i VEB Automobilwerke Zwickau. Nacjonalizacja pozwoliła na dość szybką odbudowę zniszczonych hal fabrycznych. W 1948 roku ruszyła produkcja seryjna samochodu IFA F8, będącego przedwojennym DKW F8. Prócz aut osobowych w Zwickau produkowano także ciężarówki. 


W 1964 podczas Targów Lipskich oficjalnie pokazano Trabanta 601. Nad pracami projektowymi czuwał zasłużony działacz niemieckich socjalistów, inżynier Werner Lang. Niewielkie miejskie auto zastąpiło serię P60/600. Był to jeden z pierwszych małych samochodów z napędem na przednią oś. Do jego napędu użyto dwusuwowego silnika o pojemności 0,6 litra i mocy 23KM. Skrzynia biegów posiadała cztery przełożenia i nie miała zsynchronizowanego pierwszego biegu. Dzięki niewielkiej masie Trabant był jednak bardzo żwawym autkiem. 


Sylwetka 601 w dniu premiery mogła się podobać. Auto zyskało nieco agresywniejszy wygląd względem poprzednika P50/P60. Obłe kształty maski silnika i klapy bagażnika zastąpiono bardziej wyrazistymi liniami. Wciąż jednak tylne błotniki zdobiły niewielkie skrzydełka. Nadwozie w całości wykonano z tworzywa sztucznego o nazwie duroplast. Przy ciągłych brakach w gospodarce centralnie planowanej takie rozwiązanie wydawało się racjonalne. Duroplast był bardzo wytrzymałym tworzywem, odpornym na zgniatanie oraz odpornym na wysokie temperatury. W razie drobnej przygody duroplast można było zreperować klejem. Mimo niewielkich rozmiarów zewnętrznych 601 mogła pochwalić się sporym bagażnikiem o pojemności 420 litrów w sedanie i 450 w kombi. 


Niestety, we wnętrzu było dość ciasno. Cztery osoby ledwo mogły znaleźć dla siebie miejsce. Sporym utrudnieniem było dwudrzwiowe nadwozie. Dostęp do tylnej kanapy wymagał umiejętności akrobatycznych. Nigdy nie zapomnę mojej ciotki ze sporą nadwagą, z trudem pakującej się na tył Trabanta. Ani tego, jak przysiadał na resorach, gdy wreszcie zajęła miejsce. Powiedzieć, że wnętrze było ascetyczne to daleko posunięta wstrzemięźliwość. Należy jednak pamiętać o przeznaczeniu Trabanta i czasach, w których powstał. Gorzej, że niemal do samego końca produkcji niewiele się zmieniło w kwestii wyposażenia i wyglądu.


Rok po premierze sedana na drogi NRD wyjechały Trabanty 601 w wersji kombi, sprzedawane pod nazwą Universal. Była to bardziej praktyczna odmiana nadwozia wschodnioniemieckiego malucha. Cechowała go bardzo duża przestrzeń ładunkowa. Po złożeniu tylnej kanapy uzyskano 1400 litrów pojemności bagażnika, co nawet dziś robi wrażenie. Także dostęp do bagażnika był o wiele łatwiejszy dzięki niżej poprowadzonej krawędzi otworu ładunkowego. 


W przeciwieństwie do sedana, 601 Universal produkowany był w zakładzie w Meerane. Z Zwickau, w specjalnie przygotowanych w tym celu ciężarówkach IFA W50, przyjeżdżały elementy podwozia i przodu. W Meerane montowano resztę nadwozia, elektrykę i wykonywano prace spawalnicze. Także tam uzbrajano Trabanta w wiązki elektryczne, montaż wyposażenia wnętrza, malowanie karoserii i montaż szyb. Tak przygotowane nadwozia wracały do Zwickau gdzie montowano podwozie i silnik. Zdarzało się, że nadwozie musiało kilkukrotnie pokonać trasę Zwickau-Meerane-Zwickau nim gotowy 601 Universal trafił do punktu odbioru. Nic dziwnego, że pracownicy Sachsenring nazywali ten proces najdłuższą linią produkcyjną na świecie.


By jeździć Trabantem należało przyswoić kilka tricków. Bez wątpienia najważniejszym była obsługa skrzyni biegów. Jej lewarek umieszczono jak w amerykańskich krążownikach szos. I to jedyna pozytywna wiadomość. By wrzucić jedynkę należało wcisnąć lewarek i ściągnąć go w dół. Ale uwaga! Zbyt mocne wciśnięcie lewarka i przesunięcie go do dołu powodowało wrzucenie wstecznego. Wyobraźcie sobie ruszanie na ulicy Dolnej przy Puławskiej lub start pod górkę. Zawsze, gdy stałem za Trabantem zostawiałem nieco większą odległość między nami.  


Posiadacze 601 musieli mieć niezłą pamięć lub prowadzić notatki, by nie zostać bez kropli paliwa w zbiorniku. Poza wersją „de Lux” Trabant pozbawiony był kontrolki rezerwy. Należało uważnie obserwować wskaźnik paliwa lub wozić ze sobą kanister benzyny. Inną, niezbędną rzeczą w Trabancie, był pas do pończoch. Prrr, ściągnijcie wodze fantazji. Ponieważ paski klinowe w Trampku pękały niczym balony na imprezie sylwestrowej, pas do pończoch był awaryjnym rozwiązaniem problemu. Nie zawsze można było zaopatrzyć się w rezerwowy pasek klinowy, takie to były czasy. Ponieważ w starszych Trabantach pasek klinowy napędzał także wentylator osiowy odpowiadający za ciepło w środku, sami rozumiecie, że posiadanie pasa do pończoch było koniecznością. 


Mimo wielu niedoskonałości 601 miała kilka ciekawych rozwiązań. Jeśli komuś brakowało mocy, mógł nie wyłączać ssania po uruchomieniu silnika. Kilka dodatkowych koni mechanicznych zawsze się przydawało, choć ceną było wyższe zużycie drogocennej benzyny. Ponadto zbiornik paliwa mieścił raptem 26 litrów, więc należało uważnie obserwować nie tylko drogę, ale i wspomniany wskaźnik paliwa. Do 1984 roku układ zapłonowy funkcjonował bez jego rozdzielacza, za to z dwiema cewkami zapłonowymi i dwoma stykami przerywacza. W przypadku awarii układu zapłonowego Trabant był w stanie dojechać do warsztatu tylko na jednym cylindrze. Tu chciałbym pozdrowić wszystkich posiadaczy trzycylindrówek, którym zdarzyła się awaria cewki. Kiedyś było jakoś łatwiej, nieprawdaż? Ostatnia ciekawostka dotyczy samego nadwozia. Dzięki niewielkiej wystającej rynnie na dachu można było uchylić okno nawet podczas sporych opadów deszczu, a woda i tak nie dostawała się do środka. 


Od początku produkcji w 1964 do 1990 roku wyprodukowano ponad 2,8 milionów egzemplarzy Trabanta. Sukces? Tak i nie. Na początku lat osiemdziesiątych niemal połowa nowych samochodów w NRD pochodziła z fabryki w Zwickau. Świetne osiągnięcie, o którym mogą pomarzyć w Wolfsburgu czy Rüsselsheim. Nie, ponieważ już pod koniec lat siedemdziesiątych Trabant był konstrukcją bardzo przestarzałą. Sprzedawał się, ponieważ dostęp do nowych samochodów w krajach demokracji ludowej był bardzo utrudniony.  Dlatego nabywców znajdowały najbardziej nawet zacofane auta.


Pomimo tego w 1989 roku Trabant 601 stał się gwiazdą. Wiosną tego roku tysiące obywateli NRD spędzających wczasy w demoludach zaczęło oblegać ambasady RFN w Polsce, Czechosłowacji czy Jugosławii. Wielu z nich przyjechało Trabantami. Zainspirowani Okrągłym Stołem, Lechem Wałęsą i zmianami w Polsce, zaczęli domagać się zmian w NRD. Gdy protesty przeniosły się do podzielonego Berlina, Trabanty też tam były. Przetransportowały tysiące ludzi z Lubeki, Chemnitz czy Karl-Marx-Stadt do stolicy NRD by zademonstrowali swoje niezadowolenie z działań niemieckich komunistów i podziału Niemiec. To Trabi był pierwszym autem, jakie przejechało przez słynny Check Point Charlie bez kontroli celnej. Trabant stał się równoprawnym symbolem zjednoczenia Niemiec, wraz z upadkiem Muru Berlińskiego. W 1990 zagrał główną rolę w filmie „Go Trabi, go”. Został pierwszym wschodnioniemieckim celebrytą na Zachodzie.


Dziś szał na posiadanie Trabanta już minął. Razem z naszą Syrenką stał się obiektem pożądania kolekcjonerów. Pełnoprawnym uczestnikiem zlotów samochodów zabytkowych. Marka Trabant nie przetrwała zderzenia z kapitalistyczną rzeczywistością nowej Europy. Nawet mimo prób wskrzeszenia jej na początku XXI wieku.


Kilka dni temu, skręcając z Sobieskiego w Dolną stanąłem na światłach za Trabantem 601 w kolorze kości słoniowej. Mimo listopadowej szarzyzny i chłodu uchyliłem szybę i wyłączyłem radio. Wsłuchałem się w dźwięk dobywający się z Mydelniczki. Na chwilę zamknąłem oczy, wracając do dziecięcych lat. Za moment powietrze wypełnił ten charakterystyczny zapach a ciszę poranka przerwał wchodzącego na obroty dwusuwa. Skręciliśmy w Dolną, jednym muśnięciem gazu mogłem minąć Trampka. Jednak nie chciałem. Było coś magicznego w tych kilku chwilach. Zrównaliśmy się na światłach przy Puławskiej. Za kierownicą siedział pan w moim wieku. Uwierzcie mi, poczułem się dziwnie patrząc na niego. W otoczeniu grzanych foteli, automatycznej klimy i tych wszystkich pierdół z nowoczesnych samochodów byłem zdrajcą. Uśmiechnąłem się i podniosłem oba kciuki. Kierowca Trabiego odwzajemnił uśmiech, pomachał i rozjechaliśmy się, każdy w swoją stronę. Wtedy postanowiłem, że 601 będzie bohaterem kolejnego wpisu. 


Rany, ile ja się go naszukałem! Znalezienie Trabanta z PMA w rozsądnej cenie w pewnym momencie graniczyło z cudem! Szczególnie, że chciałem kombi. Wersje lotniskowe, Deutsche Post i całe mnóstwo z Atlasa czy KAP były dostępne od ręki. Ale ja uparłem się na zielonego z Minichamps. Koniec, kropka. Tym bardziej, że raz na jakiś czas pojawiał się na motoshowminiatura. Pełne zachwytu recenzje, komplementy, że to najlepiej wykonany Trabant w skali 1:43, gratulacje od innych kolekcjonerów. To Trabant był spiritus movens mojej obecności na ebay.


W październiku 2017 znalazłem. Nawet chwili się nie wahałem. Najgorsze zawsze jest oczekiwanie. Możesz tylko bezradnie śledzić przesyłkę. Skręca cię na myśl, co oni tam wyprawiają z maleńką paczuszką zawierającą mały skarb. W końcu 10.10.2017 dotarł. Groszkowy Trabant 601 S Universal. 


Są modele, które można opisać na setki sposobów. W przypadku Trabanta słowa są zbędne. On, po prostu, jest niesamowity. Wart każdego dnia poszukiwań i oczekiwania. Groszkowy lakier pasuje jak ulał do nadwozia. Przywodzi na myśl moje lata szczenięce, gdy Trabantów było na pęczki, Mama i Tata otaczali mnie miłością i dbali by nie brakowało Ptasiego Mleczka. Sami przyznacie, że taki model nie może mieć wad.













6 komentarzy:

  1. Dodałbym jeszcze, że Trabi pojawił się także w popkulturze występując m.in w teledysku U2 - One ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Arek , wpis i modelik wspaniałe :) , ale muszę się przyczepić trochę do tego wstecznego ;). Nie było tak źle. Pozycja biegu wstecznego była całkiem do dołu i od tej pozycji do podłogi. Drążek schodził niżej do podłogi niż w pozycji biegu wstecznego. Nigdy nie zdarzyło mi się tych biegów pomylić. Mam nadzieję ,że mój wywód jest choć trochę zrozumiały :) , ale wiem , że wśród kierowców są też przypadki specjalne ;P . Jeśli o wrażenia z jazdy chodzi to prowadzeniem przypominał gokarta , był bardzo precyzyjny , czego nie można było powiedzieć o Syrenie.
    Trabanta w kolorze zgniło zielonym z białym dachem mam okazję widzieć codziennie pod jednym z bloków na moim osiedlu.

    Pozdrawiam !!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję.
      Prowadziłem Trabiego może ze dwa razy w życiu. Obsługa skrzyni była dla mnie, dość osobliwa ;D Ale prowadził się naprawdę dobrze. Wiele osób zwracało mi na to uwagę i w pełni podzielam to zdanie.
      Pozdrawiam!

      Usuń
  3. Muy lindo modelo, bien por Minichams, yo tengo una version de sedan.
    Saludos!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gracias.
      Quería un combo porque se ajusta al perfil de mi colección. Está dominado por una camioneta y un convertible.

      ¡Saludos!

      Usuń