piątek, 6 stycznia 2023

Fiat 500C 1:43 Norev

Wskrzeszanie do życia nigdy mnie nie interesowało. Ani to biblijne, ani w sztuce. Po prostu nie trafia do mnie ten rodzaj fantazji. I nieco to niebezpieczne dla nas samych. Pal sześć przeludnioną Ziemię. Wyobraźcie sobie, że w drzwiach staje dawno pochowana teściowa i z uśmiechem rzuca: tęskniłeś drogi zięciu? Przecież nie dałoby się uniknąć takich sytuacji! 




Przedtem napięta atmosfera w domu, żona ciężko wkurzona, bo mamusi nie chcesz sprowadzić z zaświatów. A gdyby mamusia wyglądała po powrocie jak Frankenstein? Koszmar na jawie. Oczywiście, dostrzegam pewne plusy. Wszystkie psiaki i kociaki byłyby znów przy mnie. Tylko wtedy zarabiałbym wyłącznie na karmę dla nich, a nie przypominam sobie, by jakoś wylewnie zapraszali mnie do swoich misek z jedzeniem. Bardziej to oni czatowali na moje. W tym momencie przypomniałem sobie historię Paku Jurajskiego. Ok, wiem, to był tylko film. Ale po co ryzykować?


Zupełnie inaczej to wygląda w przypadku samochodów. Gdyby wznowiono produkcję Mercedesa W124 jako pierwszy zapisałbym się na kupno tego auta. Wyobrażam sobie tłumy oczekujące na BMW E30 czy Toyotę Suprę. Każdy miłośnik prawdziwych samochodów znalazłby coś dla siebie. Okazało się, że na podobny pomysł wpadli projektanci i księgowi już kilkanaście lat wcześniej. W Japonii można było kupić luksusowe auta Mitsuoka, stylizowane na angielskie klasyki. W USA przez jakiś czas oferowano Excalibura, choć raczej był on zaprzeczeniem dobrego smaku i gustu. Co ciekawe, nasze FSO, FSM i FSC wpisywały się w ten nurt, produkując przez lata paździerze w postaci Warszaw, Syren czy FSO 1500, tyle, że w nich nie było mowy o żadnym luksusie.


Zanim stery koncernu Fiat przejął Segio Marchionne, firma ta potrafiła produkować dobre lub ładne samochody. Czasami zdarzało się połączyć obie te cechy, vide Punto. Czasem były tylko dobre – patrz Multipla, a bywały tylko ładne jak Bravo/Brava. Trudno jednak było odmówić projektantom i inżynierom z Centro Stile Fiat polotu i fantazji. Na fali mody na retro auta, zaprezentowali w 2004 model Trepiuno. Wizja, jak mógłby wyglądać w XXI wieku kultowy Fiat 500 na tyle spodobała się odwiedzającym salon w Genewie, że koncern dostrzegł potencjał marketingowy tego modelu.


Wskrzeszenie pięćsetki nastąpiło na paryskim salonie w 2007. W niczym nie przypominał stworów z historii o Frankensteinie, zdecydowanie bliżej mu było do Any De Armas z „Nie czas umierać”. Pełen wdzięku i uroku, nieco trzpiotowaty wywoływał uśmiech i wzbudzał sympatię tam, gdzie się pojawiał. Zgrabna i lekka linia odróżniała go od choćby New Beetle’a. Wnętrze przenosiło nas w lata pięćdziesiąte ubiegłego wieku. Zegary zamknięte w budce, szeroka, lakierowana w kolorze nadwozia listwa, z trzema przełącznikami nawiązującymi wyglądem do lampek kontrolnych pierwszej pięćsetki. Ponadto mnóstwo takich detali w stylu retro jak klamki wewnętrzne czy obicia foteli w gustowną kratkę czy kierownica wyraźnie nawiązywały do stylu pierwowzoru. Gdybym poruszał się tylko po mieście, 500 od dawna stałaby w garażu. Nawet mimo fatalnej pozycji za kierownicą, sprawiającą, że czuję się bardziej jak woźnica niż kierowca. Także przełączniki z Pandy nie są w stanie zabić mojego entuzjazmu, choć wyglądają niczym kwiatek do kożucha.


Wielkie słowa uznania należą się projektantom tego malucha, Frankowi Stephensonowi i Roberto Giolito. Stworzyli ponadczasowe auto, wspaniale łącząc przeszłość z nowoczesnością. 500 ma swój niepowtarzalny styl, dzięki czemu niemal każdy dobrze wygląda w tym aucie. I nie jest to rzecz oczywista. Najlepszym dowodem jest bliźniaczy Ford Ka.


Znalezienie modelu Fiata 500C nie należy do zadań lekkich i łatwych. Przyjemnie też nie było, gdy przegrałem kilka licytacji. Oczywiście, mogłem błyskawicznie uzupełnić zbiór o wypust Bburago czy Mondo. Jednak żadna z tych firm nie zrobiła wersji kabriolet, a i jakość wykonania do mnie nie przemawiała. Po długich poszukiwaniach udało mi się zdobyć egzemplarz na Ebay‘u. Tanio nie było, ale są modele, przy których cena odgrywa drugorzędną rolę. Pamiętam ekscytację towarzyszącą otwieraniu przesyłki i jeszcze większe rozczarowanie po ujrzeniu modelu. Kształty miniatury się zgadzają, otwarty dach zaprasza do obejrzenia wnętrza, ale całość zdecydowanie nie robi takiego wrażenia jak oryginał. Modelik ma zawieszenie jakby miał wziąć udział w rajdzie terenowym. Ogromna przerwa między oponą a błotnikiem razi, zwłaszcza przy tak małym aucie. Inną rzeczą, która rozczarowuje są elementy chromowane. Zamiast srebrnych listewek, Norev odlał je razem z całym nadwoziem i pomalował srebrną farbą. Efekt jest żenujący, brak połysku i wrażenie taniości. Ten sposób wykonania dziwi, tym bardziej, że klamki są wykonane z oddzielnych elementów i mają połysk. Kolejnym kamyczkiem do ogródka jest sposób pomalowania nadwozia. Trudno oprzeć się wrażeniu, że coś poszło bardzo nie tak. Kolor w szczelinach jest inny niż na pozostałych elementach. Norev pomalował pięćsetkę lakierem biała perła, jest on jednak jakby pożółkły i zmatowiały. Możliwe, iż miniatura wystawiona była na silne działanie słońca, jednak wtedy nie powinien on pożółknąć tak równomiernie. Poza tym, kartonik nie był wcześniej otwierany. O braku przyłożenia się do wykończenia pięćsetki świadczą resztki odlewu smętnie zwisające przy lusterkach.


Zdecydowanie lepiej jest we wnętrzu. Przede wszystkim, mamy w pełni otwarty dach. Możemy więc swobodnie zaglądać do środka. Świetnie prezentują się dwukolorowe fotele. Połączenie bordowego siedziska i części oparcia znakomicie współgra z jasnym podparciem barków i zagłówkami. Całość uzupełnia białe wykończenie brzegów siedzisk. Boczki w drzwiach również są dwukolorowe i ładnie komponują się z fotelami. Na plus należy zapisać srebrne klamki wewnętrzne, takie jak w oryginale. Niestety, deska rozdzielcza mocno rozczarowuje. Prawidłowo odtworzono jej kształty oraz rozmieszczenie radia i przycisków, jednak wszystko to jest w jednolitym kolorze. Kratki wlotów powietrza powinny być czarne, tak jak przyciski otwierania szyb czy włączania trybu city. Tymczasem nawet włącznik świateł awaryjnych nie został wyróżniony w żaden sposób. To, że można to zrobić lepiej pokazał Norev w modelu DS3 Cabrio.


Czy można za coś pochwalić 500C od Norev? Chyba tylko za to, że prezentuje wersję z otwartym dachem. Poziom wykonania jest naprawdę mizerny. Bardziej przypomina zabawki za 20 złotych niż model kolekcjonerski. Szkoda, bo modelik ma potencjał porównywalny z prawdziwym autem. Popyt nań jest ogromny, o czym świadczą dostępność i ceny pojawiających się egzemplarzy. Mam nadzieję, że połączenie sił koncernów Fiata i PSA będzie miało także przełożenie na miniatury. Modele Peugeotów i Citroenów z Norev prezentują bardzo przyzwoity poziom. Oby kolejne modele Fiata im dorównały.












4 komentarze:

  1. O ile w 1/18 Norev to dobry gracz o tyle w 1/43 ma dużo słabych modeli ,wręcz zabawkowych czasem myślę że stawiają głównie na skalę 1/18 chodź są i dobre modele w 1/43 ,nie wiem jak wygląda na żywo ta 500 i ceni się ale dla mnie nie jest taka zła

    OdpowiedzUsuń
  2. Cześć,
    Masz rację, w 1:18 Norev robi dobrą robotę. W 1:43 też nie jest źle. Jednak ten model zdecydowanie im nie wyszedł. To, że nie widać wad na zdjęciach jest zasługą Szymona.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Witam! Czy na Twoim egzemplarzu na tylnych błotniku ślicznej 500 białej jest może symbol zamku?
    Ja mam inną odmianę 500 w kolorze bordowym z Norev'a 1:43 z dachem też zwijanym, ale z widoczną szybą tylną, ze środkiem czarnym i znaczkiem " zamku " na tylnych błotnikach. Kilkanaście lat model dzięki mojemu Tacie dostałem jako reklamówkę. Jest w mojej kolekcji prawdziwy rarytas.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć,
      Wygląda na to, że jesteś posiadaczem unikatowego modelu. Mój, niestety, nie posiada żadnych dodatkowych znaczków.
      Pozdrawiam!

      Usuń