niedziela, 8 września 2019

Mercedes Benz 320 TE 1:43 Minichamps

Rok 1984 może różnie się kojarzyć. Z jednej strony zabójstwo ks. Popiełuszki z drugiej premiera filmu "Seksmisja". Francja zdobyła tytuł Mistrza Europy w piłce nożnej, z genialnym Platinim w roli głównej, a Ronald Reagan został wybrany po raz drugi na prezydenta USA. To również rok debiutów. Apple pokazało światu pierwszy komputer Macintosh, Bruce Springsteen zaśpiewał „Born it the USA”, a Madonna - „Like a virgin”. W kinach podziwiać można było „Terminatora” i „Indianę Jonesa”. W telewizji zadebiutował serial „Miami Vice”. Nie wolno zapomnieć, że to tytułowy rok książki Georga Orwella.
W świecie motoryzacji to przede wszystkim zmiana warty w koncernie Mercedesa. Pożegnaliśmy serię W123, która była wyznacznikiem trendów dla wszystkich producentów aut klasy wyższej średniej. Świetna jakość wykonania, trwałość mechaniczna i ponadczasowa linia, stawiała przed następcą wysoko zawieszoną poprzeczkę. Seria W124 nie miała łatwego zadania, tym bardziej, że konkurencja w postaci Audi 100 C3 i BMW 5 E28 była bardzo mocna.

A jednak W124 doskonale poradził sobie z porównaniem do poprzednika i rywalami z Ingolstadt i Monachium. Na przestrzeni lat stał się symbolem, wzorcem i legendą. Dla wielu to ostatni prawdziwy Mercedes. Jego jakość przyczyniła się do powstania mitu o bliskim bankructwie koncernu z powodu niezawodności serii.

Za projekt nowego modelu odpowiadali Joseph Gallitzendörfer i Peter Pfeiffer. Stworzyli oni niezwykle harmonijną linię nadwozia, która delikatnie unosiła się w kierunku klapy bagażnika. Tradycyjnie z przodu królowała olbrzymia atrapa chłodnicy, zwieńczona gwiazdą koncernu. Zrezygnowano z pokrytych chromem zderzaków na rzecz gumowo-plastikowych. Elementem łączącym przód z tyłem była listwa ochronna biegnąca wzdłuż nadwozia. Nawiązaniem stylistycznym łączącym W124 z poprzednikiem były przednie reflektory oraz przetłocznia maski silnika prowadzące od krawędzi atrapy chłodnicy do jej narożników przy przedniej szybie. Wzorem mniejszego W201 szybę czołową wyposażono w jedną wycieraczkę, która oczyszczała 86% powierzchni.

Tył tworzył zgrabną całość dzięki pasowi niejako chowającemu się pod krawędzią klapy bagażnika. Dolna krawędź klapy sięgała niemal do zderzaka, co ułatwiało załadunek. Mercedes zastosował samoczyszczące klosze tylnych świateł, z którego korzystał także w modelu W123. Wewnętrzne, ukośne krawędzie kloszy przełamywały linie proste dominujące w tylnej partii auta.

Zawieszenie zostało zaadaptowane z mniejszego brata W201. Wielowahaczowa konstrukcja odpowiadała za bardzo komfortowe tłumienie nierówności na drodze.

W124 powstawał w kilku wersjach nadwozia. Był sedan, kombi, coupe i cabrio. Z myślą o Bliskim Wschodzie powstała wersja wydłużona o nazwie Pullman, posiadająca trzy pary drzwi. Auto oferowano w bardzo szerokiej gamie silników benzynowych i diesli. Od podstawowych 2.0D idealnych dla taksówkarzy, po niesamowitego sleepera 500E z V8 pod maską. Dla najbardziej wymagających AMG przygotowało perełkę w postaci E60 V8.

We wnętrzu wciąż mieliśmy do czynienia ze sprawdzoną w wielu modelach stylistyką. Przed kierowcą znajdowała się wielka, czteroramienna kierownica z charakterystyczną gwiazdą. W modelach z poduszką powietrzną plastikowy emblemat zastąpiony został przez wytłoczone logo. Mercedes pozostał wierny jednej dźwigni przy kolumnie kierownicy, która obsługiwała kierunkowskazy, tryby pracy wycieraczki, spryskiwacz oraz światła drogowe. Nawet dziś wskaźniki na desce rozdzielczej są bardzo czytelne. Wzdłuż deski przebiegał wąski drewniany pas. Drewnem wykończono także konsolę środkową i tunel między fotelami. Wszystkie przełączniki rozmieszczono w bardzo intuicyjny sposób. Hamulec postojowy kierowca włączał nogą, dzięki czemu na konsoli środkowej uzyskano dodatkowe miejsce na podłokietnik i przyciski sterowania szyb i lusterek.

Auto przeszło dwa liftingi. Pierwszy w 1989 zmienił kształt przedniego pasa, jednak najbardziej rozpoznawalny był po szerokiej listwie bocznej. Drugi lift z 1993 roku przyniósł zmianę nazwy na klasę E i modernizację reflektorów, lamp i niewielkie zmiany karoserii. Ponadto seryjnie montowano ABS czy klimatyzację.

Model W124 w skali 1:43 przedstawia samochód z 1990 roku w wersji T, czyli kombi z silnikiem 3,2 V6. Kolor to Navarrarot, w jakim malowano auta ze Stuttgartu. Podobnie jak w oryginale, Minichamps osiągnął wysoką jakość. Bardzo dokładnie odwzorowano linie przetłoczeń nadwozia, atrapa chłodnicy posiada głębię i zdobi ją delikatna gwiazda. Lakier nałożono starannie, nie ma efektu skórki pomarańczy, choć na jednych drzwiach można znaleźć niewielką kropkę. 

Wnętrze modelu harmonizuje z kolorem nadwozia. Do środka można swobodnie zajrzeć dzięki pozbawionym szyb przednim drzwiom. Starannie wykonano klamki drzwi i przełączniki, a kierownica posiada wytłoczoną gwiazdę Mercedesa.

Warto zwrócić uwagę na detale W124. Reflektory wyglądają jakby były żywcem przeniesione z prawdziwego modelu. Pod gwiazdą na atrapie znajdziemy logo Mercedesa. Przednia wycieraczka nie tylko została wiernie odwzorowana, lecz także prawidłowo ułożona. Zgodnie z polityką Mercedesa z lat osiemdziesiątych, prawe lusterko jest mniejsze niż lewe. Wokół nadwozia, wieńcząc dolny pas, biegnie chromowana listwa. Chromem wykończone są także wnętrza klamek drzwi.

Z wad można wymienić brak tablic rejestracyjnych. W kloszach tylnych lamp widać wyraźnie mocowania do nadwozia. I tyle. Reszta zupełnie jak w oryginale.

Model ten jest swoistą ozdobą mojej kolekcji kombi. Trafił do niej w październiku 2016 roku z aukcji na Allegro. Kosztował niemal 200 PLZ. Zapewniam jednak, że to dobrze wydane pieniądze.











3 komentarze:

  1. Podoba mi się ten Mercedes w takiej wersji ranchera, bardziej mi się podoba i jeśli jeszcze bardziej dodamy taki czerwony kolor

    Gratuluję


    Pozdrowienia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się z Tobą, to jeden z najładniejszych produkowanych modeli;)

      Pozdrawiam

      Usuń
  2. Hermoso Mercedes de Mincihamps, me ha cautivaado su color.
    Lo mejor de 1984, fue que se llegó al año de Georg Orwell, y mucho de lo pronosticado en su libro luego se hizo realidad.
    Abrazo!

    OdpowiedzUsuń