niedziela, 28 czerwca 2020

KS-3575A (Ził 133GYA) 1:43 Start Scale Models

Historia Ziła 133 popularnie zwanego w Rosji Krokodylem, sięga pierwszej połowy lat 60-tych. Rosyjski przemysł dotkliwie odczuwał brak ciężarówki o ładowności 8t z układem kół 6x4, jednak powstanie modelu oznaczonego symbolem 133 zbiegł się w czasie z planami uruchomienia produkcji nowocześniejszych ciężarówek w zakładach KAMAZa. Dodatkowo zakłady Ziła, w tym samym czasie zaprojektowały i zbudowały prototyp samochodu Ził 170, który miał być produkowany w wyżej wymienionych zakładach nad rzeką Kamą. Projekt 133 utknął więc na kilka lat w machinie administracyjnej ustępując pierwszeństwa Kamazowi. 


Dopiero w 1975 roku podjęto decyzję o wdrożeniu, nieco już przestarzałego, modelu 133 do produkcji.  Samochód technicznie oparty był na mniejszym Zile 130, po którym odziedziczył wiele rozwiązań, w tym kabinę i jednostkę napędową. Pierwsza seria produkcyjna oznaczona była symbolem 133G1. Rosyjskie źródła podają, iż była to największa ciężarówka w byłym ZSRR zasilana silnikiem gaźnikowym. Jedyna modernizacja pierwszej serii, o której udało mi się znaleźć informacje, polegała na podniesieniu ładowności z 8 do 10 ton. Samochody z większą ładownością od tego momentu nazywano 133G2. Co ciekawe, wbrew powszechnemu myśleniu, serie produkcyjne G1 i G2 posiadały dokładnie taką samą kabinę, jak Ził 130. Wynikało to z faktu, że napędzane były tym samym silnikiem, co ich mniejszy brat. Dopiero później, w 1978 roku pojawiła się nowa, przeprojektowana przednia część maski. Wydłużenie komory silnika i przeprojektowanie pasa przedniego było wymuszone przez zastosowanie nowego silnika wysokoprężnego KamAZ 740. Auto otrzymało kod 133GYA. Równocześnie, jeszcze do 1983 roku, produkowano wersje benzynowe ze starą kabiną oznaczoną symbolem 133G2. Główną przyczyną rezygnacji z wersji benzynowej były względy ekonomiczne. Dieslowski silnik użyty do napędu Ziła 13GYA spalał 26l paliwa na 100km, podczas gdy benzyniak potrzebował go dwukrotnie więcej. 

Przez kolejnych dziesięć lat produkowano Ziła 133GYA, jako podwozia przystosowane do różnych zabudów. Wśród najpopularniejszych znalazły się wersje skrzyniowe, podwozia pod dźwigi samochodowe, wywrotki krótkodystansowe, ciągniki siodłowe oraz wozy strażackie. W informacjach pojawiających się w Internecie, produkcję 133GYA zakończono w 1992 roku, chociaż niektóre źródła podają, że w 1994. Faktem jednak jest, że nie zarzucono dalszej produkcji tego typu ciężarówek, ponieważ zmodyfikowaną jej wersję, zaopatrzoną w nowszą kabinę serii 4331, produkowano jeszcze do 1999 roku.  

Dzisiaj chciałbym Wam pokazać jedną z wersji opisywanego Ziła 133GYA. Prezentowany na zdjęciach model, to produkt mojej ulubionej Start Scale Models. Jak już pewnie niektórzy z Was zauważyli, na podwoziu samochodu zabudowano doskonale znanego Wam ze starszych wpisów klasycznego Ivanowca. To już trzeci Ivanowiec w mojej kolekcji i mam przeczucie, że nie ostatni. 

Dźwig poza kolorem niczym nie różni się od tych, które mieliście okazję oglądać wcześniej. Jest dokładnie tak samo efektowny i posiada dokładnie takie same wady. Nie widzę głębszego sensu w rozpisywaniu się o nim. Ciężarówka, to z kolei osobny rozdział. 

Ził 133GYA był w moich planach zakupowych, ale w wersji wozu strażackiego. Kolejny Ivanowiec miał pojawić się u mnie na podwoziu Kraza, jednak prezentowana dzisiaj miniatura poniekąd pokrzyżowała moje plany zakupowe. Modelik udało mi się jednak kupić w dobrej cenie i nie darowałbym sobie, gdybym go nie przygarnął. Czy warto było? Wystarczy spojrzeć na poziom jego wykonania, by odpowiedzieć sobie na to pytanie twierdząco. Świetnie odwzorowana i pokryta idealnym lakierem szoferka przywodzi na myśl najlepsze lata SSM. Nie inaczej jest z podwoziem i ryflowaną platformą, na której zabudowano mechanizm dźwigu. I jedno i drugie posiada całą masę detali, które nadają miniaturce realizmu. Całości dopełniają barwione wnętrze kabiny oraz świetne klosze reflektorów zarówno przednich jak i tylnych. Warto zwrócić także uwagę na montaż, który w przypadku opisywanej dziś miniaturki jest czysty i dokładny. Jako ciekawostkę dodam, iż w zestawie oprócz „stopek” stabilizatorów bocznych znalazła się też długa lina, którą można podmienić w przypadku eksponowania dźwigu z rozłożonym ramieniem. 

Trudno się dziwić, że ten sympatyczny krokodyl sprawił mi wiele radości. Jest efektowny, duży no i bez wątpienia jest tym, czym powinno być klasyczne SSM. W regularnej cenie model nie jest tani, ale czyż nie jest piękny? Zapraszam do obejrzenia kilku zdjęć.  













10 komentarzy:

  1. Nie chcę wyobrażać sobie, ile to będzie kosztowało pieniądze. Ale jest wspaniały, jest wart każdego zapłaconego grosza. Nawet platforma jest idealna. Długość podwozia jest zaskakująca, ponieważ nie ma to być tak duży dźwig. Radość dla naszych wystawców.
    Pozdrowienia i dzięki za pokazanie tego cudu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj H1, wcale nie był, aż tak drogi, udało mi się go kupić za naprawdę dobrą cenę. Ogromnie się cieszę, że model Ci się podoba;)

      Pozdrawiam;)

      Usuń
  2. Bardzo ciekawy model
    Reszta wpisu jak zwykle na wysokim poziomie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Pawle, cieszę się, że wpis i model Ci się podobają;)

      Pozdrawiam;)

      Usuń
  3. Kiedy prezentacja malucha!
    Proponuje zrobić wpis w środę!
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie w weekend, jak zawsze;)

      Pozdrawiam;)

      Usuń
  4. Witam!
    W związku z ciekawymi publikacjami na Panów blogu,
    prośba o prezentację większej ilości modeli w weekendy!
    Pozdrawiam Przemek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć Przemku, gdyby tylko czas nam na to pozwolił z pewnością publikowalibyśmy wpisy z większą częstotliwością;)

      Pozdrawiam;)

      Usuń
  5. To jest to, wielki, ruski, ordynarny dźwig, i to jeszcze w pasujących do smutnej, zauralskiej rzeczywistości, melancholijnych barwach...SSM się postarał, w moim mniemaniu Ziły serii 130 i 133 to jedne z najlepiej odwzorowanych modeli producenta. Detale są świetne, a i montaż wyjątkowo staranny i czysty (ah te stare czasy...)

    OdpowiedzUsuń
  6. Świetnie się czyta o tym, że SSM znowu w formie, po tylu wpadkach...
    Wpis bardzo ciekawy Szymonie, jednak zawsze mnie zaskakuje przy opisach radzieckich wehikułów, że nigdzie nie widnieją oficjalne dane dotyczące zakończenia produkcji :)

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń