niedziela, 10 lipca 2022

Porsche 911 Turbo (930) 1:43 Kyosho

Grasz w zielone? Gram! Masz zielone? Mam! W tym momencie należy pokazać coś zielonego, lub powiedzieć słowo nawiązujące do tego koloru. Ta prosta rymowanka nierozerwalnie kojarzy mi się z moją mamą. Gdy miała dobry humor, czyli bardzo często, powtarzała tę słowną grę. Rzadko miałem coś zielonego przy sobie, jednak na wiosnę nie miałem problemów, by wskazać wyraz z zielenią. Gdybym dziś miał wziąć udział w grze, odpowiedź byłaby dziecinnie prosta. Porsche 911 Turbo z 1975 roku produkcji Kyosho. Nie ma piękniejszej zieleni na karoserii modelu i basta.




Rok 1975 był wyjątkowy nie tylko z tego względu, że przyszedłem na świat. Porsche świętowało ćwierćwiecze istnienia modelu 911. Z tej okazji przygotowało limitowane edycje 911, 911S i Carrery. Jednak wisienką na torcie była wersja 911 Turbo. Musicie wiedzieć, że w latach siedemdziesiątych turbodoładowanie było czymś wyjątkowym w aucie. Jego zadanie nie ograniczało się do pomocy w ruszeniu z miejsca Mondeo z jednolitrowym, trzycylindrowym potworem pod maską, który bez turbiny byłby równie żwawy, co koala na eukaliptusowym haju. Turbo to było coś ekstra, przyprawiało o szybsze bicie serca, mówiło: mamy tu prawdziwą bestię.


O ile podstawowa 911 miała 2,7 litra i generowała zeń 150KM, o tyle Turbo z trzylitrowego silnika Boxer uzyskało 260KM. Moment obrotowy? 235Nm vs 343Nm. Sprint 0-100km/h 8,5 sekundy do 5,5 sekundy. Prędkość maksymalna wynosiła 251km/h. I to przy napędzie wyłącznie na tył! Tym samochodem trzeba było umieć jeździć.  


Sprężarkę dostarczyła firma Kühnle, Kopp & Kausch, za wtrysk odpowiadał Bosch K-Jetronic, zastosowano w pełni elektroniczny układ zapłonowy, z wyścigowego 917 zaczerpnięto pomysł dwóch pomp paliwowych. Turbo otrzymało wszystko, co najlepsze. Choć skrzynia biegów miała zaledwie cztery przełożenia do jazdy naprzód. 


Nadwozie poszerzono względem innych 911 o 12 centymetrów. Najbardziej w oczy rzucał się ogromny spojler na klapie silnika i mniejszy, pod przednim zderzakiem. Innym wyróżnikiem były muskularne błotniki, kryjące piętnastocalowe koła na legendarnych już felgach od firmy Fuchs. 


Planując rozwijanie kolekcji, nie przykładałem większej uwagi do modeli samochodów Porsche. Nie żeby ta marka nie robiła na mnie wrażenia. W czasach dzieciństwa działała na wyobraźnię, jak żadna inna. Ferrari czy Lamborghini można było zobaczyć w gazetach lub telewizji, zaś Porsche dało się spotkać na ulicy. Szczególnie, gdy w pobliżu organizowano giełdę samochodową. Jednak pierwszy modelik auta z Zuffenhausen pojawił się dopiero w 2017 roku, jako 138 samochodzik w zbiorze. Niezbyt imponujący start. 


911 Turbo z Kyosho widywałem wielokrotnie w ofercie wielu sklepów. Ponieważ nie bardzo pasował do profilu kolekcji, odpuszczałem ogromne promocje tego modelu. Myślałem sobie, że jeszcze nie teraz, może kiedy indziej, aż w końcu dojrzałem do zakupu. Podczas jednej z licznych rozmów z Szymonem, zwrócił on moją uwagę na autko w kolorze zielonym. Pierwotnie planowałem kupno srebrnego egzemplarza, lecz zielony przebił absolutnie wszystko. Pojawił się jednak nieoczekiwany problem. Tanie modele się skończyły, a zielony stał się bardzo pożądanym kolorem. Rozpoczęła się najdłuższa gra w zielone. Kilka tygodni wertowania ofert, szukania aukcji lub modelu w normalnej cenie. W sierpniu 2020 roku wreszcie się udało. Wypatrzyłem swoje Turbo w kilka minut po opublikowaniu ogłoszenia. Cena, może nie była normalna, jednak mieściła się w granicach akceptowalności i możliwości portfela. Do dziś pamiętam dziką radość po otwarciu szkatułki i ujrzeniu miniatury. 


Lakier wygląda obłędnie, i nie ma tu grama przesady. Po prostu klękajcie narody. Doskonale pasują do niego czarne wykończenia karoserii. Całość sprawia bardzo eleganckie wrażenie, pozbawione nadmiernej kontrastowości. Sportowego sznytu dodają srebrne obwódki felg z czarnymi ramionami. Nadwozie wykonano z wielką precyzją i dbałością o szczegóły. Zwróćcie uwagę na linie podziału elementów nadwozia. Idealnie widoczne, perfekcyjnie pomalowane, niczym przeniesione żywcem z prawdziwego auta. Mimo otwieranej maski bagażnika, szczeliny są niemal niewidoczne. To samo wrażenie jest z tyłu, gdzie unosi się klapa silnika. Jakość spasowania otwieranych elementów jest na niewiarygodnym poziomie. Co więcej, klapa podnosi się razem z wycieraczką tylnej szyby. 


Sposób osadzenia świateł i kierunkowskazów powinien być wzorem dla innych producentów. Nie zobaczycie tu żadnych bolców mocujących czy przekrzywionych kloszy. Tylne światła tworzą idealny pas z pomalowaną na czerwono blendą z napisem Porsche. Z wyjątkiem tylnych świateł odblaskowych, klosze zostały pomalowane z wielką starannością. Warto przyjrzeć się także emblematowi Porsche na pokrywie bagażnika i pięknemu napisowi turbo na masce silnika. Zaś pod nią skrywa się sześciocylindrowy Boxer, tradycyjnie chłodzony powietrzem. Miód dla fana motoryzacji.


Niestety, wnętrze jest jednolicie czarne. Nawiązuje ono do prawdziwych samochodów, które standardowo wyposażone były w czarną, skórzaną tapicerkę. Jedynymi kolorowymi akcentami są kalkomanie zegarów. 


Uważam ten model za jeden z najlepszych i najładniejszych w moim zbiorze. Kyosho zawiesiło poprzeczkę innym bardzo wysoko. Życzę sobie i Wam, by pozostali producenci starali się im dorównać.


Raz na jakiś czas wyjmuję go ze szkatułki i cieszę oczy jego urodą. Jest jak Cindy Crawford dla mojego pokolenia, zawsze piękna, zawsze z klasą. Dlatego, gdy słyszę „grasz w zielone?”, odpowiedź przychodzi sama. Porsche 911 Turbo od Kyosho z najlepszego rocznika. 
















4 komentarze:

  1. Great model. Kyosho is always a winner. Opening parts are a plus. Congratulations

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Thank you. I think, it's my best Porsche in collection.
      Best regards

      Usuń
  2. Dzień dobry!
    Bardzo ładny egzemplarz zielonej "żaby" Porsche, które nam prezentujesz. Kolor zielony Twego modelu jest bardzo ciekawy i przyciągający wzrok . Czy oprócz otwieranych elementów z przodu i z tyłu nie brakuje Ci otwieranych drzwi, żeby do wnętrza zajrzeć? Czy w takim kolorze można gdzieś spotkać prawdziwy pojazd? Mnie też się podobają modele w różnych odcieniach zieleni i mam ich sporo w swojej kolekcji. Nawet kiedyś napisałem o nich na blogu.
    Pozdrawiam Przemek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć,
      Miło, że podoba się Tobie ten model. Uważam go za jeden z najlepszych w kolekcji. Jeśli chodzi o otwierane elementy, to nie jestem fanem otwieranych drzwi. Nie w tej skali. Przerażają mnie ziejące szpary w nadwoziu, a tu nie dałoby się ich uniknąć. Najlepszym sposobem zajrzenia do wnętrza jest zdecydowanie wersja kabrio. Niestety, Kyosho nie wyprodukowało takiego modelu. Mam nadzieję, że kiedyś się pojawi. Zwłaszcza, że wnętrze jest równie udane co nadwozie.
      Pozdrawiam!

      Usuń