sobota, 10 października 2020

Żubr A-80 1:43 DeAgostini/PCT

Żubr A80 to ciężarówka, która powoli odjeżdża w zapomnienie. Nawet dla mojego pokolenia obecnych czterdziestoparolatków, Żubr wydaje się być już pojazdem egzotycznym. W latach osiemdziesiątych, które zapamiętałem, drogi zdominowane były już przez Jelcze, Stary oraz samochody produkcji socjalistycznych współbraci. Jak przez mgłę pamiętam, jak kiedyś z tatą widzieliśmy Żubra A-80. Tata wyjaśnił mi wówczas, co to za samochód, bo mi wydawało się, że to po prostu jakiś dziwny Jelcz. Niestety, ani okoliczności, ani koloru, nie pamiętam. 



Historia Żubra sięga wczesnych lat pięćdziesiątych. Już w 1952 roku w Biurze Konstrukcyjnym Przemysłu Motoryzacyjnego w Warszawie rozpoczęto prace nad nową, polską ciężarówką o ładowności 8 ton. Pracami nad podwoziem kierował Witold Kończykowski, który wraz ze swoim zespołem już w końcu 1952 roku zaprezentował założenia nowego pojazdu z różnymi wariantami nadwozia. W tym samym czasie w innym biurze pracowano nad jednostką napędową. Owocem prac zespołu kierowanego przez inż. Edwarda Lotha był silnik wysokoprężny S56. Jak bardzo był on wypadkową ówczesnych możliwości, nakazów i oczekiwań, pokazała niedaleka przyszłość. 

Efektem połączenia prac wszystkich biur był prototyp samochodu ciężarowego Żubr A-80 oraz dwa prototypy samochodów samowyładowczych oznaczone symbolami A-01 i A-02. Różnica pomiędzy nimi polegała jedynie na tym, iż pierwszy z nich posiadał napęd na dwie osie. Samochody posiadały ładowność 7,5t. Zabudowane na nich skrzynie samowyładowcze wychylały się w trzech kierunkach. Auta skierowano do testów drogowych, które zakończyły się pomyślnie. Dalszego rozwoju prac doczekał się jedynie A-80, który ostatecznie skierowano do produkcji seryjnej w 1960 roku. 

A-80 w wersji skrzyniowej posiadał ładowność 8 ton, napędzany był silnikiem wysokoprężnym o mocy 140KM. Auto rozwijało prędkość 75km, a jego średnie spalanie na 100km wynosiło 25 litrów paliwa. Dość duża, prosta w konstrukcji, wagonowa kabina oznaczona symbolem KO-1 posiadała miejsca dla dwóch osób. W tylnej części kabiny znalazły się dwie rozkładane leżanki. Od 1961 roku stosowano nowy model kabiny oznaczony symbolem KO-1a. 

Niemal natychmiast po uruchomieniu produkcji seryjnej okazało się, że Żubr A-80 jest pojazdem niezwykle awaryjnym. Niedopatrzenia oraz "nakazy" odgórne, kolejno przekazywana, nie zawsze kompletna dokumentacja, mściły się masowo na użytkownikach samochodu. Natychmiastowej poprawy wymagała konstrukcja silnika S56 oraz tylnego mostu. Podjęto prace mające na celu zmniejszenie awaryjności Żubra, te jednak nie przyniosły większego efektu. Żubr nadal psuł się na potęgę. 

W tym miejscu trzeba jednak podkreślić, iż Żubr A-80 był wypadkową wielu czynników, które kierowały ówczesną gospodarką i przemysłem. Powszechne braki, wymuszały konieczność tworzenia z dostępnych, nie rzadko kiepskiej jakości materiałów. Odgórne nakazy i zakazy mieszały się z potężnymi oczekiwaniami gospodarki, dla której ciężarówka o dużej ładowności była wprost niezbędna. Wszystko to wpłynęło na to, jaki ów nieszczęsny Żubr był. Mówiąc prościej, w ówczesnych realiach, mimo szczerych chęci, nie było szans stworzenia czegoś lepszego. Dopiero następca Żubra, Jelcz serii 300 poprawił sytuację. 

Żubr A-80 to już dziś niespotykany pojazd. Na przestrzeni prawie dziesięciu lat produkcji z taśmy zjechało zaledwie 7000 sztuk. Dziś patrzymy na niego z sentymentem i mimo wielu wad, stanowił on kamień milowy w historii polskiej motoryzacji. Dlatego cieszę się ogromnie, że znalazł się w testowej serii Kultowych Ciężarówek Epoki PRL. 

Model Żubra A-80 z wspomnianej serii to auto z kabiną KO-1a. Model już na pierwszy rzut oka sprawia wrażenie dobrze wykonanego. Bryła pojazdu nie budzi żadnych zastrzeżeń. Całość pokryto dobrze wywarzoną warstwą lakieru, podkreślającą wszystkie linie podziału i przetłoczenia. Malowana jest także metalowa rama podwozia, skrzynia ładunkowa oraz felgi. Warto zwrócić uwagę na staranne logotypy, oświetlenie oraz uszczelki wokół okien. Jedynym mankamentem są lusterka, a właściwie prawe lusterko, które okazuje się być lusterkiem lewym, zamontowanym odwrotnie po prawej stronie. Cóż, na czymś trzeba było zaoszczędzić. Dłuższe oględziny modelu, skłaniają do wniosku, iż tak naprawdę mamy do czynienia z miniaturą z powodzeniem podtrzymującą poziom średniej klasy gablociaków lub serii przemysłowych. Dlatego właśnie uważam, iż cena ustalona przez wydawcę, czyni zeń naprawdę atrakcyjny model. Rozumiem, że są zbieracze mający inne zdanie, ale czy udało Wam się kiedyś kupić nowy model ciężarówki na takim poziomie w cenie 70PLN? Nie sądzę.  

Seria Kultowych Ciężarówek Epoki PRL to moim zdaniem świetny ukłon w stronę polskich kolekcjonerów, którym przecież ciągle brakowało takiego wydawnictwa. Mam ogromną nadzieję, że seria ruszy za jakiś czas i będziemy mogli cieszyć się kolejnymi, ciekawymi ciężarówkami. 










4 komentarze:

  1. Szymon! Cóż , jeżeli oglądamy takie zdjęcia , to każdy ma ochotę na taki model :) . Kolejny raz przyznaję , że są wspaniałe! O temacie awaryjności Żubrów kiedyś dużo się naczytałem. Silnik bez sensu został przechylony co nie wpłynęło na jego żywotność. Szkoda , że producent nie odwzorował pierwszej typowo Żubrowej kabiny. Ta bardziej pachnie już Jelczem 315 , ale tak , wiem , że taka tutaj też występowała. Modelik bardzo mi się podoba za całokształt.

    P.S. Jeżeli interesuje Cię temat prototypów Żubra to zajrzyj proszę na "srebrny ekran" i obejrzyj film z Franciszkiem Gołasem "Późne popołudnie" z 1965 roku. Pieczka jeździ tam prototypem oznaczonym jako Żubr II.

    P.S. Kolejny wspaniały wpis :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mała pomyłka się wkradła w moim komentarzu. Miał być Franciszek Pieczka, nie Gołas. Za pomyłkę przepraszam 😉

      Usuń
  2. Osobiście Żubra nigdy nie widziałem, więc model uświadomił mi jego istnienie, a dodatkowo prezentuje się całkiem ok, dzięki czemu ciesze się, że mi również udało sie wejść w jego posiadanie :)
    Pozdrowienia!

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo zainspirowany Fiatem 643, prawda? Ale jest ładny, z tymi niebiesko-białymi odcieniami. Uwielbiam pilotów z wyprzedaży jako niezależne kawałki. I można było ulepszyć felgi i koła ...
    Pozdrowienia.

    OdpowiedzUsuń