niedziela, 4 lipca 2021

Mercedes Benz 500SL 1:18 Norev

Nigdy nie byłem jakimś zagorzałym zwolennikiem roadsterów. Bez cienia wątpliwości przyznam się Wam, że w ogóle mogłyby one dla mnie nie istnieć. Zawsze wybierałem samochody bardziej pragmatyczne, eleganckie, rodzinne lub po prostu wygrywające rachunek czysto ekonomiczny. Roadster kojarzył mi się z panem z pogranicza jesieni życia, chcącym zakosztować jeszcze odrobiny radości i przy okazji poszpanować trochę przed młodszymi od siebie. 



Nie wiem, czy tak to właśnie działa w każdym przypadku, ale od jakiegoś czasu, ku mojemu wielkiemu przerażeniu, zauważyłem, że coraz częściej oglądam się za roadsterami. Do emerytury, co prawda został mi jeszcze kawał czasu, i najpewniej w polskich realiach w ogóle niedane będzie mi się nią cieszyć, ale w marzeniach widzę się za kierownicą jakiejś klasycznej terenówki albo roadstera. 


Podobają mi się trzy pierwsze generacje Mazdy MX5, podoba mi się Fiat Barchetta, z fascynacją spoglądam też na Mercedesy SL. W dużej mierze jest to zasługa mojego kolegi Sławka, który zwrócił moją uwagę na to ciekawe auto. Zbiegiem okoliczności, gdy Sławek z pasją opowiadał o swoim zamiłowaniu do Mercedesa SL, na rynku pojawiła się miniatura poliftingowej wersji SLki wyprodukowana przez Noreva. Znałem już jakość „beczek” sygnowanych logiem tego producenta, skusiłem się więc na miniaturę czarnego SL. Czy było warto?


Całkowicie czarna, nisko zawieszona SLka z Noreva przykuwa wzrok przede wszystkim za sprawą kontrastu pomiędzy błyszczącym lakierem nadwozia i krówkową kolorystyką siedzeń. Podoba mi się to zestawienie, choć moim zdaniem nie ma ono w sobie ani krzty szaleństwa, ekstrawagancji, która mi osobiście kojarzy się z tego typu samochodami. Jest grzecznie, elegancko, ale przez to trochę sztywno. Nie mniej jednak, nie wyobrażam sobie innego połączenia w tym przypadku. 


Lakier, którym pokryto nadwozie jest równy, głęboki, błyszczący i bardzo efektowny. Dobrze wypolerowany, sprawia wrażenie niemal lustrzanego. Bardzo ładnie, moim zdaniem wykonano klosze reflektorów zarówno tych z przodu, jak i z tyłu pojazdu. Podoba mi się sposób dopasowania otwieranych elementów karoserii. Mimo, iż mamy do czynienia z ruchomymi klapami oraz drzwiami, szczeliny pomiędzy poszczególnymi elementami nie wydają się zbyt nienaturalne. Poza wspomnianymi detalami, model posiada także skrętne koła oraz resorowane osie. Chociaż z tą skrętnością, zapewnie jak wiecie, bywa bardzo różnie w przypadku Noreva. Raczej przy odrobinie szczęścia, gdy nic nie „haczy”, udaje nam się minimalnie skręcić koła. Ot takie sobie urozmaicenie, bez którego model nie straciłby na atrakcyjności. 


Bardzo ładnie wykonano wnętrze pojazdu. Patrzymy przecież na kabriolet, toteż położenie tematu wnętrza równoważyłoby się z przekreśleniem całego modelu. Mamy więc, wspomniane już, krówkowe siedzenia, flokowaną podłogę oraz całkiem fajnie wykonaną deskę wskaźników, na której pojawiają się drewnopodobne wstawki. Wstawki te wykonano z kalkomanii, której staranność przyklejenia pozostawia nieco do życzenia. Nie mniej jednak, poziom wykonania wnętrza, jak na model za niecałe cztery stówki, powinien zadowolić większość kolekcjonerów. 


Teraz trochę o wadach. Moim zdaniem model posiada dwie dość rażące wady. Pierwszą z nich są nudne, byle jakie, totalnie nieefektowne felgi. Nie są to klasyczne felgi, jakie przychodzą nam na myśl, kiedy myślimy o SLce, a jakaś wariacja na temat. Drugim, koszmarnym elementem modelu jest dodatkowy hardtop. Dlaczego koszmarnym? Ano dlatego, że jakakolwiek próba dopasowania go do modelu kończy się w moim przypadku konkursem, jak daleko jestem w stanie rzucić tym irytującym elementem. Plastikowy, sztywny hardtop dopasowany do krawędzi przedniej szyby pozostawia z tyłu szczelinę tak wielką, że można w nią z powodzeniem wcisnąć zapałkę lub wykałaczkę. Podobnie jest w przypadku próby dopasowania go do tylnej krawędzi. Wówczas szczelina pojawia się nad linią przedniej szyby. Całe szczęście mamy do czynienia z modelem, w przypadku, którego ów nieszczęsny hardtop można wrzucić gdzieś w szufladę i zapomnieć o nim. Tak też uczyniłem. 


Nie chciałbym żebyście jednak odebrali ostatnie dwa elementy, jako te, które odbierają radość z posiadania tego modelu. Nic z tych rzeczy. Czarny Mercedes SL z Noreva, to model naprawdę udany. Żałuję, że nie udało mi się nabyć do kompletu jego limitowanej wersji w kolorze turkusowym. Razem na półce wyglądałyby nieziemsko. Z czystym sumieniem mogę Wam polecić tę miniaturę, bo za kwotę około 400 zł nie znajdziecie równie efektownego i solidnie wykonanego modelu. 

























4 komentarze:

  1. Así como el real, una maravillosa pieza me encanta como han resuelto el modelo, el color el mejor

    Saludos


    https://autohausllorca.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Szymon, piękne to Twoje czarne R129 😉. Jeśli chodzi o skręcane koła, to mój SL stoi zawsze ze zwróconymi w jedną ze stron, wygląda to wyśmienicie 👈😉

    OdpowiedzUsuń
  3. Norev jak zwykle fenomenalna robota jedynie Sun star platinium amerykance myślę w tym przedziale cenowym jest na równi a może i nawet w nie których przypadkach przebija norev detalami w postaci ruchomych wycieraczek,foteli itp , pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. Que buen modelo, las aperturas están muy bien resueltas ya que estando cerradas no se nota que tuviera partes móviles, los espacios entre paneles son casi imperceptibles.
    El color le sienta muy bien, concuerdo con tu comentario de las llantas, no son el modelo que mejor le quedan.
    Saludos!

    OdpowiedzUsuń